„Trenując własne ciało powinniśmy trenować równorzędnie swój umysł” – Zdanie to ciągle chodzi mi po głowie.

Zastanawia mnie duża ilość osób, która nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich treningi nadal są złe. Dlaczego tak uważam? Ponieważ widzę to, co się dzieje obecnie na Warszawskiej scenie Parkour. Jestem jej aktywnym uczestnikiem i razem z grupą osób z różnych poziomów rozwoju, doszliśmy do wniosku, że nadal ok. 70% osób (w tym największa liczba osób nowych) źle rozwija swoje umiejętności. Trening grupy takich osób opiera się głównie na treningu technicznym (nauka flow, nowe techniki przemieszczania się), przez co zapominają w większości przypadkach o ważnych rzeczach takich jak trening siłowy i trening psychiczny, który występuje sporadycznie 1-2 razy w tygodniu.
Pytam się dalej, skąd się bierze taka wielka ilość osób nieświadomych w Warszawie jak i również w innych miastach. Na forum codziennie czytam o kolejnych wymyślonych technikach, o filmach, w których nie widać efektów treningów siłowych a zostały skręcone po 3-4 miesiącach treningów. Polska scena parkour nie istnieje od tygodnia. Przeminęło wiele akcji/grup/spotkań. W samym tym sezonie do udanych można zaliczyć wszystkie spotkania typu, OZP, Łódzkie Zloty, Wyprawy do Lisses, powstanie wielu szkółek przygotowawczych w wielu miastach (a nie wątpię, że podobnie jak na Warszawskiej AFA trening siłowy jest bardzo dogłębnie omawiany i wpajany nowym i stałym traceurom) wielka ilość manifestów i artykułów ostatnio błogosławionego przez wszystkich Blane’a chyba dostatecznie podkreśliła wagę treningu siłowego i panowanie nad własnym umysłem podczas skoków.
Dlaczego się tak uczepiłem tego tematu? Ponieważ mam dosyć ciągłego napotykania na ulicach gromady „nieokrzesanych” traceurów, którzy swoimi skokami robią sobie więcej krzywdy niż pożytku lub te same gromady obijające się na ławkach i oddające pojedyncze skoki w czasie, gdy mogą wykonywać bardzo korzystną „siłówkę”. W samej Warszawie w końcówce roku wydarzyło się około 3 poważnych wypadków (upadek z 3m przy king kongu, czego efektem było rozcięcie głowy i wstrząs mózgu[brak rozwagi], nieprzemyślany i nie gotowy siłowo, precision jump na odległość 11 stóp, który skończył się rozcięciem brody[brak przygotowania siłowego i rozwagi], jak również najgorszy, czyli upadek z 2 poziomu parkingu [około 2,5 piętra wysokości] przy schodzeniu, które zakończyło się straceniem przytomności i długo czasowy pobyt w szpitalu w stanie ciężkim[totalny brak przygotowania siłowego i rozwagi]). Podejrzewam, że takie przypadki nie zdarzają się tylko w Warszawie. Może czas w końcu zacząć myśleć?
Osobiście uważam, że trening siłowy powinien być bardzo intensywny, pod koniec dnia powinniśmy czuć się kompletnie wypaleni. Siłówka powinna odbywać się codziennie(prócz 2-3 dni poświęconych na trening techniczny chyba, że posiadamy dalej siły, które pozwolą kontynuację założenia codziennych siłówek) po rozpisaniu sobie odpowiednich ćwiczeń tak, aby następnego dnia odpoczywały mięśnie potrzebujące 48 godzinnej regeneracji. Przykład: Poniedziałek – ręce, pleców i mięśni brzucha; Wtorek – nogi, kostki, mięśnie brzucha -> oczywiście to jest tylko przykład, najlepiej zasięgnąć rady odnośnie siłówek osób bardzo doświadczonych i rozeznanych w temacie odpowiedniego treningu siłowego.
A czym jest trening psychiczny? Trening psychiczny jest kontrolą nad strachem i rozwagą. Co z tego, że jesteś przygotowany fizycznie do skoku jak i tak się go boisz albo jesteś niepewny, po co skakać coś na siłę albo dla popisu? Trzeba nauczyć się kontrolować każdy centymetr ciała. Każdą komórkę. Każdą myśl. Bo jeśli się tego nie nauczymy to nie skoczymy. Każdemu czasem zdarza się, że w wolnej chwili myśli nad wszystkim dotyczącym kontroli własnego ciała. Próbujemy to wszystko ogarnąć sobie w głowie. Ale nie dajemy rady. I dochodzimy do tego, że siłą mięśni nie pokonamy strachu. I dopiero wtedy zaczynamy trenować umysł. I to jest najważniejsze. Dopiero jak się tego nauczymy to będziemy w stanie zrobić wszystko. Bo nie dość, że będziemy przygotowani fizycznie, to jeszcze będziemy umieli opanować się psychicznie. Może to jest dziwne, ale taki jest tego sens. O to tu chodzi. Jak nauczymy się panować nad własnym umysłem to będziemy wstanie zrobić wszystko. Bo jak zaczniemy kontrolować swój umysł to nie wyzbędziemy się strachu. Bo strach dalej będzie, ale My będziemy umieli go opanować. Bo gdybyśmy się nie bali to byśmy zginęli. A tu chodzi o to żeby opanować strach a nie się go wyzbyć. Nie można powiedzieć, że się wyzbyło w całości strachu, jak się coś skoczyło raz. Za drugim razem nas już ten strach ponownie może sparaliżować. Skoro tak jest to znaczy, że skoczyliśmy coś na przypał. Chodzi o to żeby strach przemienić w pewność siebie. Żeby bać się skoku, ale umieć go opanować. Bo strach nie jest zły. Dopiero, gdy opanujemy w 100% umysł i ciało wiemy, co możemy a co nie. Ponieważ po takim treningu, gdy umiemy się opanować i nagle czegoś się przestraszymy to jest to sygnał, że trzeba więcej trenować lub darować sobie dany skok.

Proszę wszystkich o poważne zastanowienie się nad tym, jak wygląda wasz trening i przemyślenie jego formy.

Autorzy: mole & chleboo