Dzisaj wypowiedź Chleboo:

„Czemu trenuje? Gdy zaczynałem swoją przygodę z PK to było coś nowego. Może, dlatego zacząłem trenować. Przez długi okres nie wiedziałem do końca, czym tak naprawdę jest Parkour. Dopiero po wizycie francuzów w Polsce wszystko się zmieniło. Moje podejście do treningów oraz ogólne pojęcie o PK. Teraz trenuje, bo jest to dla mnie sposób na życie. Dzięki treningom poznaje samego siebie. Kształtuje swoje ciało i umysł. Potrafię się wyciszyć i skupić. Dzięki treningom możemy poznać samego siebie.”

Reklamy

„Każdy trening ma swój urok, każdy trening jest inny. Przecież zawsze są inni ludzie, chodzimy w inne miejsce, czy nawet pogoda jest inna. Nawet ten sam precek skoczony w tym samym miejscu za każdym razem jest inny. Tak samo z roku na rok zmienia się atmosfera treningów w Warszawie.” – Polkin

Szolc/Imielin to znana przez wielu traceurów, warszawska „mekka”. Miejsce prawie, że kultu jak podparyskie Lisses. Słynna, szkoła przy ulicy Szolc-Rogodzińskiego. To tutaj ludzie z całej warszawy i jej obrębów regularnie trenują już od ponad 3.5 roku. Dziś chce zmierzyć się z tematem samej atmosfery nie możliwości tego miejsca. Jak wszystko co istnieje, to miejsce również ma swoje historię, to tutaj kiedyś w każdą sobotę odbywały się słynne treningi ogólno warszawskie i ludzi przyjezdnych. To w tym miejscu trenowali wszyscy nasi goście z Łodzi, Białegostoku, Gdańska i innych miejscowości, o których chwilowo zapomniałem a było ich na pewno wiele. To tutaj Francuzi uświadomili nas podczas promowania RBCR, co to jest siłówka i jaka ona jest ważna dla każdego. Każda z osób, która odwiedziła to miejsce zostawiła jakąś część siebie. To wszystko przełożyło się na niepowtarzalną atmosferę, która obecnie jest zagrożona. Któż nie pamięta z starych wyjadaczy i młodych jeszcze wtedy młokosów całej otoczki treningów. Wszyscy czuli się tam jak jedna wielka wspomagająca siebie rodzina. Wiele rozmawialiśmy, wiele skakaliśmy, doradzaliśmy sobie, wspólnie żartowaliśmy a przede wszystkim byliśmy otwarci na nowe twarze. Nowych ludzi, którzy przybywali do tego miejsca rządni wiedzy i poznawania nowych ciekawych ludzi. Każda taka nowa osoba mogła podejść bez żadnych ceregieli do doświadczonych bardziej kolegów i tak po prostu przywitać się z nimi i zapoznać wszystkich. Wkraczała tak jakby w nową rodzinę, która ciepło przyjmowała. I tu zaczyna się główny wątek tego artykułu. To znaczy zmiany, do których doszło w ostatnim czasie i niestety nie wszystkie zmiany są dobre. Podstawowym zagadnieniem są sami ludzie. Jeszcze jakieś dwa lata temu, rok temu cała społeczność Imielina była „rodziną”. Dzisiaj wartości owej rodziny gdzieś zanikły. W zraz z napływem nowych „niedoświadczonych”/”niedouczonych”/”z własnymi (błędnymi często) teoriami” osób, zdegradowała się ta „zdrowa generacja traceurów”. Kiedyś każdy pomagał każdemu, wsparcia mógł oczekiwać każdy, nie było jakiś dziwnych barier do podchodzenia i witania się z zupełnie obcymi osobami. Dziś za to obserwuje tak zwaną „alienację” u nowych osób/krótko zżytymi z „starą generacją”. Osoby takie przychodzą na trening, nie chcą poznawać innych, trenują w własnym gronie,(co w 90% jest tragiczne, ponieważ poziom takich osób jest zazwyczaj niski).

„Każdy chce być ‚trenerem drugiego, ale tylko nieliczni potrafią powiedzieć „stop, tego nie umiem/ na ten temat wiem za mało, idź proszę i spytaj XXX”. Tej pokory warto by się nauczyć, bo ucząc źle, to tak jakbyś podstawiał ludziom nogę.” – Polkin
„Teraz przychodzą dzieciaki, które skaczą salta na głowę i twierdzą, że to parkour. Dzieciaki te są w wieku 8-12 lat, do których nie dociera to, co oni robią to jest akrobatyka. Jeśli pytasz się ich o przygotowanie siłowe to wyłupiają oczy i się pytają „A co to jest?”” – Kurczak

A takie osoby ani myślą podejść do pozostałej grupy „starych wyjadaczy” żeby spytać się ich o rade/pomoc. Co do tego prowadzi ja się was pytam? Sam kiedyś zaczynałem i nie był to prosty okres dla mnie. Z początku również nie byłem ufny tym ludziom, ale jednak przełamałem się. Poznałem ich, rozmawiałem z nimi, a dzisiaj jestem jedną z osób w tej rodzinie i teraz sam próbuję pomagać nowym w wejściu w naszą społeczność/paczkę znajomych. Spory wpływ na „progres” w grupie to atmosfera treningów. Jest ona strasznie zmienna i może zależeć nawet od jednej osoby, od jej obecności lub nawet samopoczucia. Dlatego im więcej osób sobie przyjaznych a w ich gronie czujemy się wspaniale tym nasze treningi stają się wydajniejsze.

Nie można nas się bać. My nie gryziemy. My pomagamy. Nie możecie rezygnować z treningów z nami, z powodu naszego starania się o wasze postępy przez dybanie nad wami i kazania wam robienia konkretnych rzeczy. Dlatego was męczymy siłówkami i odpowiednią rozgrzewką, bo my chcemy wam pomóc. Chcemy widzieć jak wychowujemy kolejną „generację”. Generację, która przekaże nasze nauki dalej, wspierając polską scenę le parkour.

Autor: mole

Pomoc przy opracowaniu: Kurczak, Cieniu, Polkin, Chleboo, Radoś, Prus

 Na naszym blogu zamierzam wprowadzić cykl wypowiedzi różnych Traceurów z Warszawy, którzy są obecnie na różnych poziomach rozwoju. Na początek mniej doświadczony Łukasz.

„A teraz krótko, co czułem pierwszego dnia, co czuje teraz.
Pierwszy dzień był dla mnie koszmarem gdyż wiedziałem, że większość osób, które ćwiczą są młodsze niż ja i to o 2–3 lata, co wydawało mi się dużą różnicą. Czułem się dziwnie, oni maja po 17-18 lat a ja 20,oni już trenują jakiś czas a ja dopiero chce zacząć, ale w końcu się przemogłem, bo przecież nie ćwiczę dla nich, tylko dla siebie. Ten dzień na początku był dniem ciężkim, ale gdy już do nich podszedłem okazało się, że nie wyśmiewają się tylko mi pomogli, wytłumaczyli rożne techniki, teraz rozwijam się i poznaje siebie dalej, co daje mi naprawdę dużą satysfakcje, wiem o sobie więcej, poznaje swoje słabe strony jak również te mocne, i to nie tylko mowie ze „o dziś zrobiłem 50 pompek wczoraj zrobiłem 40” rozwój fizyczny dzięki parkour to tylko część dobrych stron, bo dzięki PK widzę, czego się obawiam i uczę się pewne leki przełamywać. PK to dla mnie zarówno rozwój fizyczny jak i również umysłowy, już nawet nie mówiąc o wykorzystywaniu umysłu do pojęcia danego skoku, że tu musze się odbić tak pod takim katem wykonując dany ruch, z czasem pokonuje pewne bariery, które zresztą poznałem tylko dzięki temu, że ćwiczę. Traceur – czy mogę tak się nazwać? Nie wiem, nadal będę ćwiczyć bo to daje mi dużo energii i satysfakcji. Parkour to tez ludzie, społeczność, dzięki której mogę się rozwijać, pomagają mi. Mogę się na nich wesprzeć i za to jestem im wdzięczny. Według mnie definicja PK to siła, doskolonie się oraz poznanie. Dziś czuje się silniejszy i pewniejszy siebie.

Od dłuższego czasu ponownie można zauważyć poruszanie tego tematu przez nowe osoby wchodzące w środowisko traceurów Dlaczego poruszony zostaje u nas ten temat? Aby ukazać moją osobistą opinię na ten temat i przedstawić aspekty „pk” w tych trzech najczęściej poruszanych dziedzinach. Temat być może wydawać się błahy, jednak ponownie coraz częściej widuję w komentarzach, postach na forum dyskusje na ten temat.
Jedni zarzucają, że nie można nazywać „pk” sportem, bo tu nie ma konkurencji i rywalizacji. Twierdzą, że nazywanie Le Parkour sportem obraża system wartości filozofii i idei tej… (no właśnie, trudno to nazwać) „dyscypliny/sztuki/nurtu” Uważam, że tu tkwi główny problem całego przypisywania. Osobiście uważam, że Le parkour można dopisać wszystkiemu, nie możemy brać pod uwagę tylko jednego zagadnienia. Dlaczego? Ponieważ, jak sam D.Bell stwierdził „pk” można uznać za sport a to, dlatego, że zawiera on elementy różnych dyscyplin sportowych(akrobatyka, wspinaczka, gimnastyka, lekkoatletyka). Samo pojęcie rywalizacji i konkurencji również nie może być źle interpretowane. Wiele artykułów i manifestów poruszyło ten temat, ale chyba nie do końca było dopowiedziane wszystko. Osobiście uważam, że sama rywalizacja i konkurencja zawsze będzie istnieć chociażbym nie wiem jak ją wszyscy negowali. To ona właśnie nakręca cały nasz wysiłek na treningach. To ona stwarza w nas zdrową rywalizację, która pcha nas do własnego rozwoju, ponieważ chcemy być coraz lepsi w tym, co robimy. Oczywiście nie możemy zapomnieć, aby nie skończyło się to podążeniem w stronę tak zwanej „chorej rywalizacji”, która prowadzi do waśni z innymi traceurami. I pcha nas w stronę o konkurowanie o dobra materialne, typu „zawody”. Jak powszechnie wiadomo, niestety i z czasem pewnie również w naszym środowisku do tego dojdzie, ponieważ jest to sprawa nieunikniona. Tak samo było ze wszystkimi innymi sportami ekstremalnymi. Rynki i ludzie poszukują nowych rozwiązań i przyciągnięcia opinii publicznej, co prowadzi do zatraceń podstawowych wartości wszystkich początkowo undergroundowych sportów. Wracając do tematu jak zauważamy „pk” w swojej naturze musi być sportem, bo inaczej nie można określić rozwijania ciała przez ćwiczenia i ciągły ruch.
Dlaczego sztuka? Ludzie w „pk” widzą sztukę, jako uchwycenie danego momentu podczas skoku lub lotu. Jest dla nich czymś inspirującym, czymś, co wzmaga burzę emocji, i pozytywnie „nakręca” do kolejnych oddawanych skoków. Jest to ciekawa teoria, buduję naszą wyobraźnię, rozwija ją, jednak nie możemy zapomnieć żeby myślenia jako sztuki (zdjęcia, filmy, momenty skoku) nie przeobrażać w niepotrzebną formę nawałnicy elementów akrobatycznych, efektownych w naszym poruszaniu się, ponieważ jest to „pk” nie freerun. Tutaj sztuką powinno być wykorzystanie naszych codziennych przygotowań ciała przez siłówki, do jak najszybszego, czyli efektywnego pokonania przeszkód. Nasz ruch nie musi być piękny efektowo, nasza szybkość i łatwość przebycia danej przeszkody powinna wykazać samą ideę piękna „sztuki” Le Parkour. To podobnie jak w malarstwie i grafice, o arcydziele nie decyduje ilość spędzonego czasu nad nim ani użyte środki do tworzenia a sama jakość, która jest samym w sobie podsumowaniem, całej włożonej pracy w to dzieło.
Rozwój ciała i umysłu jest według mnie swoistym połączeniem obu zagadnień wcześniej poruszonych. Sport jest tu elementem rozwoju ciała, pracą nad kontrolą umysłu, przygotowaniem nas do przyszłych zmagań. Natomiast pojęcie sztuki to samo kształtowanie naszej wyobraźni do odszukiwania różnych wariantów drogi, obejścia przeszkody w jak najprostszy i najskuteczniejszy sposób. Jest to ogólne pojęcie, które zawiera w sobie wszystkie ważne elementy idei prawidłowych treningów.
Podsumować to można twierdzeniem „Ilu jest filozofów tyle samo jest opinii.” Dlatego nie możemy negować różnych nazw i pojęć określających „pk”, które nadal powstają, ale musimy je dobrze rozpatrzeć i uargumentować. To samo tyczy się zdań „Le Parkour jest dla mnie całym życiem.” – którego 90% osób na pewno nie umie uargumentować ale czytamy je w każdym podpisie gadu gadu, na gronie, na forach internetowych lub słyszymy w wywiadach Nie drogi kolego/koleżanko, „pk” nie może być całym życiem, jest tylko elementem całej układanki życia, który pomaga nam odnaleźć się oraz wyznacza cele rozwoju, przygotowując nas do pokonania przyszłych fizycznych i psychicznych przeszkód. Życie jest bardziej złożoną machiną a le parkour jest tylko jej małym trybikiem, który ułatwia całą skomplikowaną pracę.

Autor: mole