Imielin – Warszawska „miejscówka”. Przeszłość kontra teraźniejszość.

Listopad 11, 2007

„Każdy trening ma swój urok, każdy trening jest inny. Przecież zawsze są inni ludzie, chodzimy w inne miejsce, czy nawet pogoda jest inna. Nawet ten sam precek skoczony w tym samym miejscu za każdym razem jest inny. Tak samo z roku na rok zmienia się atmosfera treningów w Warszawie.” – Polkin

Szolc/Imielin to znana przez wielu traceurów, warszawska „mekka”. Miejsce prawie, że kultu jak podparyskie Lisses. Słynna, szkoła przy ulicy Szolc-Rogodzińskiego. To tutaj ludzie z całej warszawy i jej obrębów regularnie trenują już od ponad 3.5 roku. Dziś chce zmierzyć się z tematem samej atmosfery nie możliwości tego miejsca. Jak wszystko co istnieje, to miejsce również ma swoje historię, to tutaj kiedyś w każdą sobotę odbywały się słynne treningi ogólno warszawskie i ludzi przyjezdnych. To w tym miejscu trenowali wszyscy nasi goście z Łodzi, Białegostoku, Gdańska i innych miejscowości, o których chwilowo zapomniałem a było ich na pewno wiele. To tutaj Francuzi uświadomili nas podczas promowania RBCR, co to jest siłówka i jaka ona jest ważna dla każdego. Każda z osób, która odwiedziła to miejsce zostawiła jakąś część siebie. To wszystko przełożyło się na niepowtarzalną atmosferę, która obecnie jest zagrożona. Któż nie pamięta z starych wyjadaczy i młodych jeszcze wtedy młokosów całej otoczki treningów. Wszyscy czuli się tam jak jedna wielka wspomagająca siebie rodzina. Wiele rozmawialiśmy, wiele skakaliśmy, doradzaliśmy sobie, wspólnie żartowaliśmy a przede wszystkim byliśmy otwarci na nowe twarze. Nowych ludzi, którzy przybywali do tego miejsca rządni wiedzy i poznawania nowych ciekawych ludzi. Każda taka nowa osoba mogła podejść bez żadnych ceregieli do doświadczonych bardziej kolegów i tak po prostu przywitać się z nimi i zapoznać wszystkich. Wkraczała tak jakby w nową rodzinę, która ciepło przyjmowała. I tu zaczyna się główny wątek tego artykułu. To znaczy zmiany, do których doszło w ostatnim czasie i niestety nie wszystkie zmiany są dobre. Podstawowym zagadnieniem są sami ludzie. Jeszcze jakieś dwa lata temu, rok temu cała społeczność Imielina była „rodziną”. Dzisiaj wartości owej rodziny gdzieś zanikły. W zraz z napływem nowych „niedoświadczonych”/”niedouczonych”/”z własnymi (błędnymi często) teoriami” osób, zdegradowała się ta „zdrowa generacja traceurów”. Kiedyś każdy pomagał każdemu, wsparcia mógł oczekiwać każdy, nie było jakiś dziwnych barier do podchodzenia i witania się z zupełnie obcymi osobami. Dziś za to obserwuje tak zwaną „alienację” u nowych osób/krótko zżytymi z „starą generacją”. Osoby takie przychodzą na trening, nie chcą poznawać innych, trenują w własnym gronie,(co w 90% jest tragiczne, ponieważ poziom takich osób jest zazwyczaj niski).

„Każdy chce być ‚trenerem drugiego, ale tylko nieliczni potrafią powiedzieć „stop, tego nie umiem/ na ten temat wiem za mało, idź proszę i spytaj XXX”. Tej pokory warto by się nauczyć, bo ucząc źle, to tak jakbyś podstawiał ludziom nogę.” – Polkin
„Teraz przychodzą dzieciaki, które skaczą salta na głowę i twierdzą, że to parkour. Dzieciaki te są w wieku 8-12 lat, do których nie dociera to, co oni robią to jest akrobatyka. Jeśli pytasz się ich o przygotowanie siłowe to wyłupiają oczy i się pytają „A co to jest?”” – Kurczak

A takie osoby ani myślą podejść do pozostałej grupy „starych wyjadaczy” żeby spytać się ich o rade/pomoc. Co do tego prowadzi ja się was pytam? Sam kiedyś zaczynałem i nie był to prosty okres dla mnie. Z początku również nie byłem ufny tym ludziom, ale jednak przełamałem się. Poznałem ich, rozmawiałem z nimi, a dzisiaj jestem jedną z osób w tej rodzinie i teraz sam próbuję pomagać nowym w wejściu w naszą społeczność/paczkę znajomych. Spory wpływ na „progres” w grupie to atmosfera treningów. Jest ona strasznie zmienna i może zależeć nawet od jednej osoby, od jej obecności lub nawet samopoczucia. Dlatego im więcej osób sobie przyjaznych a w ich gronie czujemy się wspaniale tym nasze treningi stają się wydajniejsze.

Nie można nas się bać. My nie gryziemy. My pomagamy. Nie możecie rezygnować z treningów z nami, z powodu naszego starania się o wasze postępy przez dybanie nad wami i kazania wam robienia konkretnych rzeczy. Dlatego was męczymy siłówkami i odpowiednią rozgrzewką, bo my chcemy wam pomóc. Chcemy widzieć jak wychowujemy kolejną „generację”. Generację, która przekaże nasze nauki dalej, wspierając polską scenę le parkour.

Autor: mole

Pomoc przy opracowaniu: Kurczak, Cieniu, Polkin, Chleboo, Radoś, Prus

Reklamy

komentarzy 5 to “Imielin – Warszawska „miejscówka”. Przeszłość kontra teraźniejszość.”

  1. Kurczak said

    konkretna wypowiedź. jeśli do kogoś ten artykuł nie trafi to ja nie wiem co z tymi ludźmi jest…

  2. Chleboo said

    Wiesz jak to jest. Jeśli sam do czegoś nie dojdziesz to nie rozumiesz przemyśleń innych. Dla nich to tylko zdania i puste słowa. Dopiero gdy zaczną się nad tym zastanawiać i dochodzić do pewnych wniosków to te puste słowa zmienią się w to wszystko co chcemy przekazać. I dopiero wtedy zaczną wszystko inaczej odbierać.

    Pozdro.

  3. mole said

    No dobrze, tylko wiele osób nie zaczyna myśleć póki im się czegoś nie zaseguruje lub przedstawi.

  4. Kurczak said

    bądź nie ulegną wypadkowi jakiemuś…

  5. ha, ja często mówię że czegoś nie wiem nie umiem.. znaczy się dobry jestem 🙂

    a co do samego tekstu, podoba mi się ale za szybko się skończył… I want more…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: