blog.jpg

Niedzielnego popołudnia wybrałem się na trening na tereny Starego Mokotowa, a dokładniej na boisko Zespołu Szkół nr 99 im. Stefana Starzyńskiego na ulicy Różanej 22/24. Pojechałem tam z pomocą, w celu pokazania siłówki dla jednej traceuse, ale nie to jest tematem tej notki. Oczywiście pierwsze, co zobaczyłem po przybyciu to genialne możliwości treningowe tego miejsca. Ogromne boisko szkolne z około 5 betonowymi wylewkami, aż proszące się o wykorzystanie do siłówki. Ściana do wspinaczki o wysokości ok. 4.5m, multum możliwości na skoki precyzyjne, cat leapy, balance, podciąganie się, saut de precision. No po prostu „miejscówka marzenie” jak rzekłby każdy trenujący.

Jaki jest tego haczyk? A taki, że prawdopodobnie ok. 30-40% osób, które zostały by przyprowadzone tutaj nie widziałoby tych wszystkich możliwości, jakie można wykorzystać podczas treningu. Dlaczego? Nadal spotykam się, a to na gronie, a to forum czy to na różnorakich treningach, że przychodzą szanowni jego moście, skoczą parę prostych, oczywistych rzeczy i koniec. A przecież to problem ruszyć główką, przypomnieć sobie możliwości swojego ciała i wykorzystać to widząc przed sobą nawet pusty plac. Ile osób już się spotkało z takimi ludźmi? Na pewno spora grupa przyzna mi rację. Dlatego drogi czytelniku, drogi traceurze – wykorzystuj każde miejsce na 100%! Sam plac czy chodnik można wykorzystać, na co najmniej 10-15 sposobów, które wpłyną korzystnie na twój rozwój. Tak w ramach wstępu, parę moich dalszych wyrzutów do ludzi, którzy kochają pisać, „Kto zna super fajną elo yo wyje**** miejscuffke”. Ludzie wszędzie da się trenować!! Pojmijcie to w końcu!!

Trening rozpocząłem od 20-40 minutowej rozgrzewki na jednej z wylewek. Standard – bieganie ok. 15min (podczas tego krążenia ramion w obie strony, krążenia przeciwstawne, sprint). Następnie przejście do marszu wokół wylewki w celu ustabilizowania metabolizmu. Podczas tego marszu rozgrzewam nadgarstki. Robię około 50 przysiadów (system – marsz; przysiad; marsz; 2xprzysiad; marsz; 3xprzysiad, itd.); zależnie 10-20 pompek po 4/5 razy lub, co 6/7 kroków 5 szybkich pompek; 10 przysiadów, po których schodzę do pozycji balansu jak po skoku precyzyjnym, w którym zostaję stojąc na palcach około 30 sekund. Następnie bardzo powoli wstając do pozycji wyprostowanej – dalej na palcach oczywiście. Po zrobieniu tych ćwiczeń przechodzę do dokładnego rozciągania w miejscu. Zaczynam od krążeń głową i rozciągania mięśni karku; ponownie wykonuję 10-20 krążeń ramion w 4 sposobach; poprzez rozciąganie rozgrzewam wszystkie mięśnie rąk; rozciąganie nadgarstków; krążenia miednicą i rozciąganie mięśni odcinka lędźwiowego; rozciąganie w lekkim przysiadzie górnych partii ciała i rąk; rozgrzewka kolan na 2 sposoby; 30 przysiadów; rozgrzanie stawów skokowych; rozciąganie nóg w celu rozgrzania ud, łydek i innych partii mięśni nóg; intensywne rozciąganie całego ciała w pozycji siedzącej, przykucanej lub stojącej; rozpoczęcie pompek(2/3 razy tzw. seria [15 szerokich, 10 normalnych, 5 wąskich wszystko tuż po sobie bez przerwy]; 2×15 szerokich; 2×10 pompek na jedną rękę; około 15 pompek „prawa lewa”; 10 pompek wąskich i 10 pompek normalnych).

blog2.jpg

Po skończeniu rozgrzewki wziąłem się za badanie miejsca. Początkowo postanowiłem postawić na skakanie i trening bardziej techniczny. Wykonałem kilkanaście skoków precyzyjnych na oponach, kilka cat leapów oraz techniczny trening lądowania. Następnie ruszyłem na długie poręcze w celu trenowania równowagi i porobienia serii przysiadów na jedną nogę. Kolejną bazą były drążki na różnych wysokościach. Zrobiłem parę planshe, około 20 podciągnięć, pobawiłem się w małpkę 😉 Pomęczyłem swoją koordynację i równowagę podczas siadania na poręczy po lazy i powroty 180*/360* (tak zwany relaks treningowy 🙂 ). Następnym przystankiem było wejście do szkoły oraz zejście inwalidzkie. Kopalnia możliwości zabaw na rurkach, cat leapów, balansu. W tej chwili zaczął się moment na treningach, za którym większość nie przepada. Nieudane próby skoków danej rzeczy, walka z własną psychiką. Tego dnia niestety poddałem się i nie skoczyłem około 4 rzeczy, które koniecznie chciałem zrobić w tym miejscu. Za kare wyznaczyłem sobie siłówkę pod koniec treningu i dodatkowy trening w domu ze sztangą, zapewniając siebie, że w najbliższym czasie muszę powrócić do tego miejsca. Po skakaniu przed wejściem nadeszła pora powrócenia na teren boiska. Znalazłem tam parę ciekawych drzew na przyszłość, długie saut de précision między schodami i tic tac’i, których również tego dnia nie mogłem wykonać idealnie. Zły sam na siebie stwierdziłem, że szkoda marnować kolejne minuty i tak już długiego treningu technicznego na zupełnie nieudane próby skoków. Zabrałem się zatem za siłóweczkę. W standardzie wykonałem ćwiczenia na łydki, uda, parę cat walk’ów, około 150 pompek różnymi sposobami, około 100 przysiadów, podciąganie, brzuszki, czyli to, co każdy trening siłowy minimalnie powinien zawierać (oczywiście ćwiczeń jest więcej, ale to opiszę następnym razem z zdjęciami lub filmem pokazującym kolejne techniki treningu). Po powrocie do domu wykonałem kolejne podciągania, zaległe 200 pompek i 200 przysiadów ze sztangą (50kg), brzuszki na 4 różne sposoby i ćwiczenia na biceps sztangą (30kg). Po tym wszystkim udałem się na zasłużoną kąpiel 😉 . Podczas rozciągania po kąpieli zacząłem analizować powody mojego dzisiejszego niepowodzenia na treningu.Poza tym podczas podciągania się na boisku w trakcie treningu ujrzałem przelatujący samolot, który skłonił mnie do filozoficznych refleksji oraz myśli na temat przestrzeni bez granic, ale o tym już nie dzisiaj…

blog3.jpg

Autor: mole

Reklamy

af.jpg

Witam, dzisiaj trochę miejsca, na blogu chciałbym poświęcić projektowi ADIDAS FLOW ACADEMY(AFA). Jest to projekt warsztatów Le Parkour dla traucerów z okolic warszawy. Zajęcia odbywają się w soboty w godzinach 12:00 – 14:00 w gimnazjum nr 94 w Warszawie przy ulicy Koncertowej 4. AFA powstała dzięki współpracy firmy adidas oraz grupy FROP. Dzięki ich wspólnej inicjatywie każda osoba powyżej 12 roku życia ma okazję trenować techniki Le Parkour w obiekcie zamkniętym, z profesjonalnym sprzętem gimnastycznym pod okiem doświadczonych trenerów niemalże przez cały rok.

Osobiście w warsztatach biorę aktywny udział od września 2007r (początek warsztatów końcówka czerwca 2007r) i w zraz z czasem moich treningów trochę rzeczy się pozmieniało, ale o tym to za chwilę. Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne. Coś nowego, ogromna hala, ciekawy sprzęt, umiejętności edukacyjne trenerów również na dobrym poziomie. Zainteresowanie od początku zajęć było ogromne. Początkowa grupa wynosiła przypuszczalnie około 50 osób. A przez ostatnie treningi średnia liczba uczestników nie spada poniżej 75 osób, co jest naprawdę wielkim osiągnięciem dla całego projektu. Od początku wszystkie zajęcia opierają się na treningu podstawowych technik, na tzw. „bazach” gdzie każdy uczestnik grupy, która aktualnie przy niej stacjonuje ma okazję do poznania podstaw lub szlifowanie swoich umiejętności. Innymi typami treningów są układane przez trenerów albo wcześniejszych chętnych – całych torów z całego możliwego sprzętu przeznaczonego do treningu oraz siłówka i rozmowy grupowe na bieżące tematy dotyczące ogólnie sceny warszawskiego parkour. Przez ostatnie zajęcia postawiono na dzielenie uczestników AFA na 2 grupy. Jedna grupa oblega tor, druga natomiast uczestniczy w siłówce. Oczywiście po jakimś czasie następuje zamiana przydziału dla danej grupy, dzięki czemu 2h treningu są wykorzystywane, w 110% aby ćwiczyć zarówno siłę jak i technikę. Cały trening poprzedza intensywna 20 minutowa rozgrzewka, bez której żaden z uczestników zajęć nie może trenować. Sama siłówka jest prowadzona bardzo poważnie. Doświadczeni trenerzy sami w niej uczestniczą razem z resztą, aby pokazać, że nie robi się jej bez celowo. Każde ćwiczenie jest od początku do końca tłumaczone a potem trenowane w odpowiednim tempie. Osoby, które nie wywiązują się, z siłówki są „karane” specjalnymi ćwiczeniami z trenerem na osobności, czym próbuje się nauczyć dyscypliny i samozaparcia psychicznego do wysiłku fizycznego.

Większość uczestników AFA jest zadowolona, co przedstawiają krótkie wywiady środowiskowe i ostatnio przeprowadzana ankieta.

O to parę wypowiedzi:

mole – „Co sądzisz ogólnie o AFA?”

KING – „Jest tu bardzo fajnie, odkąd tu przychodzę zauważyłem poprawę swoich umiejętności. W zimę takie zajęcia są bardzo przydatne, dzięki czemu możemy trenować bez przerwy. Tor i przeszkody są często zmieniane, dzięki czemu uczymy się ciągle czegoś nowego.”

Natalia – „Jest to interesujące miejsce(…)ogólnie jest bardzo dobrze jednak czasami, gdy grupy są zbyt duże widać dużą różnice między początkującymi a zaawansowanymi osobami, które nie zawsze siebie wspomagają radą lub pomocą”

Robert – „AFA może nauczyć mnie czegoś nowego albo po prostu pomóc w ciągłym poprawianiu umiejętności”

Michał – „Dzięki treningom tutaj mogę poprawić swoją kondycję i umiejętności”

Łukasz – „Poznałem tutaj dużo ciekawych osób a sam trening jest dobry, bo jest bezpieczny. Mam 100% pewność, że nie zrobię sobie krzywdy przy trenowaniu danej techniki na sprzęcie gimnastycznym gdzie na dworze na murku mógłbym rozwalić sobie np. nogę.”

mole – „Co sądzisz o prowadzonej tutaj siłówce

King – „Siłówka jest ciężka ale o to przecież chodzi. Dzięki ciężkim ćwiczeniom przyjdzie nam siła, co ułatwi nam trening technik.”

Natalia – „Ciężka, ale fajna, ważne, że korzystna”

Robert – „No jest dosyć ciężka, ale to nas wzmacnia”

Michał – „No może być, jednak mogłaby być troszkę lżejsza”

Łukasz – „Jest za słaba 😉 A tak naprawdę jest w sam raz”

Co do mojej opinii jest tak, że zajęcia jak najbardziej są wielkim + dla całej grupy FROP i Adidasa. Jednakże było parę rzeczy z początku, które nurtowały zarówno mnie jak i niektóre osoby uczestniczące w AFA. Była to postawa niektórych trenerów. Zdarzały się sytuację, kiedy osoba uczestnicząca w zajęciach miała parę pytań albo widać było, że potrzebowała paru rad od trenera. Niestety trener, który w tamtej chwili stał na „bazie” był zajęty sam sobą. Nie widać było z jego strony żadnego zaangażowania. Jego cała rola na „bazie” opierała się na mówieniu „NASTĘPNY”. Na szczęście te czasy powoli mijają i teraz na zajęciach widać większe zaangażowanie. Parę osób trenujących się pozmieniało, doszło parę osób wspierających pomocą przy prowadzeniu zajęć grupę FROP, dzięki czemu teraz miejmy nadzieje wszystko jest takie jak należy. Od samych uczestników warsztatów, którzy czytają tą „recenzję” prosiłbym przemyślenie swojego zachowania na zajęciach. Czasami jest ono naprawdę naganne. Osoby uczestniczące w zajęciach powinny wiedzieć, że polecenia trenerów są najważniejsze, i jest naprawdę im nie na rękę, gdy nie słuchacie poleceń lub robicie samowolkę na sali.

Na koniec artykułu mogę napisać tylko tyle, że niecierpliwie oczekuję nowych zajęć od stycznia oraz pozytywnego zaangażowania uczestników w zajęciach w wspólnym budowaniu formy przed nadejściem wiosny, gdy znów wszyscy wyjdziemy na miasto, zdobywać nowe cele i umiejętności.

afa.jpg

Ogólnymi plusami warsztatów są:

+ sprzęt,

+ trenowanie na materacach,(dzięki czemu uczestnik ma okazję sprawdzić swoje umiejętności w bezpiecznym otoczeniu bez ryzyka odniesienia kontuzji)

+ przyjazna atmosfera na linii uczestnik – trener,(każdy może podejść w każdej chwili i zadać pytania trenerowi, które mogą go frustrować lub zastanawiać)

+ 2h treningu w ciepłym, suchym, bezpiecznym miejscu 😉

+ zajęcia są darmowe

Minusami natomiast mogą być:

– na Sali przy dużej ilości osób robi się straszny zaduch, który jest dla niektórych męczący

– zachowanie niektórych uczestników zajęć, które często jest naganne

LINK DO GALERII Z WARSZTATÓW

autor: mole

P.S Wkrótce wyjdzie prawdopodobnie film poświęcony zajęciom na AFA

„Każdy trening ma swój urok, każdy trening jest inny. Przecież zawsze są inni ludzie, chodzimy w inne miejsce, czy nawet pogoda jest inna. Nawet ten sam precek skoczony w tym samym miejscu za każdym razem jest inny. Tak samo z roku na rok zmienia się atmosfera treningów w Warszawie.” – Polkin

Szolc/Imielin to znana przez wielu traceurów, warszawska „mekka”. Miejsce prawie, że kultu jak podparyskie Lisses. Słynna, szkoła przy ulicy Szolc-Rogodzińskiego. To tutaj ludzie z całej warszawy i jej obrębów regularnie trenują już od ponad 3.5 roku. Dziś chce zmierzyć się z tematem samej atmosfery nie możliwości tego miejsca. Jak wszystko co istnieje, to miejsce również ma swoje historię, to tutaj kiedyś w każdą sobotę odbywały się słynne treningi ogólno warszawskie i ludzi przyjezdnych. To w tym miejscu trenowali wszyscy nasi goście z Łodzi, Białegostoku, Gdańska i innych miejscowości, o których chwilowo zapomniałem a było ich na pewno wiele. To tutaj Francuzi uświadomili nas podczas promowania RBCR, co to jest siłówka i jaka ona jest ważna dla każdego. Każda z osób, która odwiedziła to miejsce zostawiła jakąś część siebie. To wszystko przełożyło się na niepowtarzalną atmosferę, która obecnie jest zagrożona. Któż nie pamięta z starych wyjadaczy i młodych jeszcze wtedy młokosów całej otoczki treningów. Wszyscy czuli się tam jak jedna wielka wspomagająca siebie rodzina. Wiele rozmawialiśmy, wiele skakaliśmy, doradzaliśmy sobie, wspólnie żartowaliśmy a przede wszystkim byliśmy otwarci na nowe twarze. Nowych ludzi, którzy przybywali do tego miejsca rządni wiedzy i poznawania nowych ciekawych ludzi. Każda taka nowa osoba mogła podejść bez żadnych ceregieli do doświadczonych bardziej kolegów i tak po prostu przywitać się z nimi i zapoznać wszystkich. Wkraczała tak jakby w nową rodzinę, która ciepło przyjmowała. I tu zaczyna się główny wątek tego artykułu. To znaczy zmiany, do których doszło w ostatnim czasie i niestety nie wszystkie zmiany są dobre. Podstawowym zagadnieniem są sami ludzie. Jeszcze jakieś dwa lata temu, rok temu cała społeczność Imielina była „rodziną”. Dzisiaj wartości owej rodziny gdzieś zanikły. W zraz z napływem nowych „niedoświadczonych”/”niedouczonych”/”z własnymi (błędnymi często) teoriami” osób, zdegradowała się ta „zdrowa generacja traceurów”. Kiedyś każdy pomagał każdemu, wsparcia mógł oczekiwać każdy, nie było jakiś dziwnych barier do podchodzenia i witania się z zupełnie obcymi osobami. Dziś za to obserwuje tak zwaną „alienację” u nowych osób/krótko zżytymi z „starą generacją”. Osoby takie przychodzą na trening, nie chcą poznawać innych, trenują w własnym gronie,(co w 90% jest tragiczne, ponieważ poziom takich osób jest zazwyczaj niski).

„Każdy chce być ‚trenerem drugiego, ale tylko nieliczni potrafią powiedzieć „stop, tego nie umiem/ na ten temat wiem za mało, idź proszę i spytaj XXX”. Tej pokory warto by się nauczyć, bo ucząc źle, to tak jakbyś podstawiał ludziom nogę.” – Polkin
„Teraz przychodzą dzieciaki, które skaczą salta na głowę i twierdzą, że to parkour. Dzieciaki te są w wieku 8-12 lat, do których nie dociera to, co oni robią to jest akrobatyka. Jeśli pytasz się ich o przygotowanie siłowe to wyłupiają oczy i się pytają „A co to jest?”” – Kurczak

A takie osoby ani myślą podejść do pozostałej grupy „starych wyjadaczy” żeby spytać się ich o rade/pomoc. Co do tego prowadzi ja się was pytam? Sam kiedyś zaczynałem i nie był to prosty okres dla mnie. Z początku również nie byłem ufny tym ludziom, ale jednak przełamałem się. Poznałem ich, rozmawiałem z nimi, a dzisiaj jestem jedną z osób w tej rodzinie i teraz sam próbuję pomagać nowym w wejściu w naszą społeczność/paczkę znajomych. Spory wpływ na „progres” w grupie to atmosfera treningów. Jest ona strasznie zmienna i może zależeć nawet od jednej osoby, od jej obecności lub nawet samopoczucia. Dlatego im więcej osób sobie przyjaznych a w ich gronie czujemy się wspaniale tym nasze treningi stają się wydajniejsze.

Nie można nas się bać. My nie gryziemy. My pomagamy. Nie możecie rezygnować z treningów z nami, z powodu naszego starania się o wasze postępy przez dybanie nad wami i kazania wam robienia konkretnych rzeczy. Dlatego was męczymy siłówkami i odpowiednią rozgrzewką, bo my chcemy wam pomóc. Chcemy widzieć jak wychowujemy kolejną „generację”. Generację, która przekaże nasze nauki dalej, wspierając polską scenę le parkour.

Autor: mole

Pomoc przy opracowaniu: Kurczak, Cieniu, Polkin, Chleboo, Radoś, Prus

Od dłuższego czasu ponownie można zauważyć poruszanie tego tematu przez nowe osoby wchodzące w środowisko traceurów Dlaczego poruszony zostaje u nas ten temat? Aby ukazać moją osobistą opinię na ten temat i przedstawić aspekty „pk” w tych trzech najczęściej poruszanych dziedzinach. Temat być może wydawać się błahy, jednak ponownie coraz częściej widuję w komentarzach, postach na forum dyskusje na ten temat.
Jedni zarzucają, że nie można nazywać „pk” sportem, bo tu nie ma konkurencji i rywalizacji. Twierdzą, że nazywanie Le Parkour sportem obraża system wartości filozofii i idei tej… (no właśnie, trudno to nazwać) „dyscypliny/sztuki/nurtu” Uważam, że tu tkwi główny problem całego przypisywania. Osobiście uważam, że Le parkour można dopisać wszystkiemu, nie możemy brać pod uwagę tylko jednego zagadnienia. Dlaczego? Ponieważ, jak sam D.Bell stwierdził „pk” można uznać za sport a to, dlatego, że zawiera on elementy różnych dyscyplin sportowych(akrobatyka, wspinaczka, gimnastyka, lekkoatletyka). Samo pojęcie rywalizacji i konkurencji również nie może być źle interpretowane. Wiele artykułów i manifestów poruszyło ten temat, ale chyba nie do końca było dopowiedziane wszystko. Osobiście uważam, że sama rywalizacja i konkurencja zawsze będzie istnieć chociażbym nie wiem jak ją wszyscy negowali. To ona właśnie nakręca cały nasz wysiłek na treningach. To ona stwarza w nas zdrową rywalizację, która pcha nas do własnego rozwoju, ponieważ chcemy być coraz lepsi w tym, co robimy. Oczywiście nie możemy zapomnieć, aby nie skończyło się to podążeniem w stronę tak zwanej „chorej rywalizacji”, która prowadzi do waśni z innymi traceurami. I pcha nas w stronę o konkurowanie o dobra materialne, typu „zawody”. Jak powszechnie wiadomo, niestety i z czasem pewnie również w naszym środowisku do tego dojdzie, ponieważ jest to sprawa nieunikniona. Tak samo było ze wszystkimi innymi sportami ekstremalnymi. Rynki i ludzie poszukują nowych rozwiązań i przyciągnięcia opinii publicznej, co prowadzi do zatraceń podstawowych wartości wszystkich początkowo undergroundowych sportów. Wracając do tematu jak zauważamy „pk” w swojej naturze musi być sportem, bo inaczej nie można określić rozwijania ciała przez ćwiczenia i ciągły ruch.
Dlaczego sztuka? Ludzie w „pk” widzą sztukę, jako uchwycenie danego momentu podczas skoku lub lotu. Jest dla nich czymś inspirującym, czymś, co wzmaga burzę emocji, i pozytywnie „nakręca” do kolejnych oddawanych skoków. Jest to ciekawa teoria, buduję naszą wyobraźnię, rozwija ją, jednak nie możemy zapomnieć żeby myślenia jako sztuki (zdjęcia, filmy, momenty skoku) nie przeobrażać w niepotrzebną formę nawałnicy elementów akrobatycznych, efektownych w naszym poruszaniu się, ponieważ jest to „pk” nie freerun. Tutaj sztuką powinno być wykorzystanie naszych codziennych przygotowań ciała przez siłówki, do jak najszybszego, czyli efektywnego pokonania przeszkód. Nasz ruch nie musi być piękny efektowo, nasza szybkość i łatwość przebycia danej przeszkody powinna wykazać samą ideę piękna „sztuki” Le Parkour. To podobnie jak w malarstwie i grafice, o arcydziele nie decyduje ilość spędzonego czasu nad nim ani użyte środki do tworzenia a sama jakość, która jest samym w sobie podsumowaniem, całej włożonej pracy w to dzieło.
Rozwój ciała i umysłu jest według mnie swoistym połączeniem obu zagadnień wcześniej poruszonych. Sport jest tu elementem rozwoju ciała, pracą nad kontrolą umysłu, przygotowaniem nas do przyszłych zmagań. Natomiast pojęcie sztuki to samo kształtowanie naszej wyobraźni do odszukiwania różnych wariantów drogi, obejścia przeszkody w jak najprostszy i najskuteczniejszy sposób. Jest to ogólne pojęcie, które zawiera w sobie wszystkie ważne elementy idei prawidłowych treningów.
Podsumować to można twierdzeniem „Ilu jest filozofów tyle samo jest opinii.” Dlatego nie możemy negować różnych nazw i pojęć określających „pk”, które nadal powstają, ale musimy je dobrze rozpatrzeć i uargumentować. To samo tyczy się zdań „Le Parkour jest dla mnie całym życiem.” – którego 90% osób na pewno nie umie uargumentować ale czytamy je w każdym podpisie gadu gadu, na gronie, na forach internetowych lub słyszymy w wywiadach Nie drogi kolego/koleżanko, „pk” nie może być całym życiem, jest tylko elementem całej układanki życia, który pomaga nam odnaleźć się oraz wyznacza cele rozwoju, przygotowując nas do pokonania przyszłych fizycznych i psychicznych przeszkód. Życie jest bardziej złożoną machiną a le parkour jest tylko jej małym trybikiem, który ułatwia całą skomplikowaną pracę.

Autor: mole

„Trenując własne ciało powinniśmy trenować równorzędnie swój umysł” – Zdanie to ciągle chodzi mi po głowie.

Zastanawia mnie duża ilość osób, która nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich treningi nadal są złe. Dlaczego tak uważam? Ponieważ widzę to, co się dzieje obecnie na Warszawskiej scenie Parkour. Jestem jej aktywnym uczestnikiem i razem z grupą osób z różnych poziomów rozwoju, doszliśmy do wniosku, że nadal ok. 70% osób (w tym największa liczba osób nowych) źle rozwija swoje umiejętności. Trening grupy takich osób opiera się głównie na treningu technicznym (nauka flow, nowe techniki przemieszczania się), przez co zapominają w większości przypadkach o ważnych rzeczach takich jak trening siłowy i trening psychiczny, który występuje sporadycznie 1-2 razy w tygodniu.
Pytam się dalej, skąd się bierze taka wielka ilość osób nieświadomych w Warszawie jak i również w innych miastach. Na forum codziennie czytam o kolejnych wymyślonych technikach, o filmach, w których nie widać efektów treningów siłowych a zostały skręcone po 3-4 miesiącach treningów. Polska scena parkour nie istnieje od tygodnia. Przeminęło wiele akcji/grup/spotkań. W samym tym sezonie do udanych można zaliczyć wszystkie spotkania typu, OZP, Łódzkie Zloty, Wyprawy do Lisses, powstanie wielu szkółek przygotowawczych w wielu miastach (a nie wątpię, że podobnie jak na Warszawskiej AFA trening siłowy jest bardzo dogłębnie omawiany i wpajany nowym i stałym traceurom) wielka ilość manifestów i artykułów ostatnio błogosławionego przez wszystkich Blane’a chyba dostatecznie podkreśliła wagę treningu siłowego i panowanie nad własnym umysłem podczas skoków.
Dlaczego się tak uczepiłem tego tematu? Ponieważ mam dosyć ciągłego napotykania na ulicach gromady „nieokrzesanych” traceurów, którzy swoimi skokami robią sobie więcej krzywdy niż pożytku lub te same gromady obijające się na ławkach i oddające pojedyncze skoki w czasie, gdy mogą wykonywać bardzo korzystną „siłówkę”. W samej Warszawie w końcówce roku wydarzyło się około 3 poważnych wypadków (upadek z 3m przy king kongu, czego efektem było rozcięcie głowy i wstrząs mózgu[brak rozwagi], nieprzemyślany i nie gotowy siłowo, precision jump na odległość 11 stóp, który skończył się rozcięciem brody[brak przygotowania siłowego i rozwagi], jak również najgorszy, czyli upadek z 2 poziomu parkingu [około 2,5 piętra wysokości] przy schodzeniu, które zakończyło się straceniem przytomności i długo czasowy pobyt w szpitalu w stanie ciężkim[totalny brak przygotowania siłowego i rozwagi]). Podejrzewam, że takie przypadki nie zdarzają się tylko w Warszawie. Może czas w końcu zacząć myśleć?
Osobiście uważam, że trening siłowy powinien być bardzo intensywny, pod koniec dnia powinniśmy czuć się kompletnie wypaleni. Siłówka powinna odbywać się codziennie(prócz 2-3 dni poświęconych na trening techniczny chyba, że posiadamy dalej siły, które pozwolą kontynuację założenia codziennych siłówek) po rozpisaniu sobie odpowiednich ćwiczeń tak, aby następnego dnia odpoczywały mięśnie potrzebujące 48 godzinnej regeneracji. Przykład: Poniedziałek – ręce, pleców i mięśni brzucha; Wtorek – nogi, kostki, mięśnie brzucha -> oczywiście to jest tylko przykład, najlepiej zasięgnąć rady odnośnie siłówek osób bardzo doświadczonych i rozeznanych w temacie odpowiedniego treningu siłowego.
A czym jest trening psychiczny? Trening psychiczny jest kontrolą nad strachem i rozwagą. Co z tego, że jesteś przygotowany fizycznie do skoku jak i tak się go boisz albo jesteś niepewny, po co skakać coś na siłę albo dla popisu? Trzeba nauczyć się kontrolować każdy centymetr ciała. Każdą komórkę. Każdą myśl. Bo jeśli się tego nie nauczymy to nie skoczymy. Każdemu czasem zdarza się, że w wolnej chwili myśli nad wszystkim dotyczącym kontroli własnego ciała. Próbujemy to wszystko ogarnąć sobie w głowie. Ale nie dajemy rady. I dochodzimy do tego, że siłą mięśni nie pokonamy strachu. I dopiero wtedy zaczynamy trenować umysł. I to jest najważniejsze. Dopiero jak się tego nauczymy to będziemy w stanie zrobić wszystko. Bo nie dość, że będziemy przygotowani fizycznie, to jeszcze będziemy umieli opanować się psychicznie. Może to jest dziwne, ale taki jest tego sens. O to tu chodzi. Jak nauczymy się panować nad własnym umysłem to będziemy wstanie zrobić wszystko. Bo jak zaczniemy kontrolować swój umysł to nie wyzbędziemy się strachu. Bo strach dalej będzie, ale My będziemy umieli go opanować. Bo gdybyśmy się nie bali to byśmy zginęli. A tu chodzi o to żeby opanować strach a nie się go wyzbyć. Nie można powiedzieć, że się wyzbyło w całości strachu, jak się coś skoczyło raz. Za drugim razem nas już ten strach ponownie może sparaliżować. Skoro tak jest to znaczy, że skoczyliśmy coś na przypał. Chodzi o to żeby strach przemienić w pewność siebie. Żeby bać się skoku, ale umieć go opanować. Bo strach nie jest zły. Dopiero, gdy opanujemy w 100% umysł i ciało wiemy, co możemy a co nie. Ponieważ po takim treningu, gdy umiemy się opanować i nagle czegoś się przestraszymy to jest to sygnał, że trzeba więcej trenować lub darować sobie dany skok.

Proszę wszystkich o poważne zastanowienie się nad tym, jak wygląda wasz trening i przemyślenie jego formy.

Autorzy: mole & chleboo